• Wpisów:296
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 18:44
  • Licznik odwiedzin:11 332 / 2115 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
No dalej, śmiało
Odstaw twista!
Daj z siebie wszystko, nawet za dużo
Pozwól sobie na atak szału
Tak cię kocham, że aż mi niedobrze
No dalej, śmiało,
Odstaw twista!
 

 
Powerless.
 

 
Próbowałam. Zastąpiłam starą pustkę nową. Tej jednak nie sposób wypełnić.
Twoje zdrowie.
 

 
Nie da się tak wykarmić kłamstwa, by miało siłę latać ponad nami, piękne i kolorowe. Nie można ciągle udawać, że trzyma się w ręku złoto podczas gdy glisty wiją się między naszymi palcami. Gdybym chociaż potrafiła stworzyć złudzenie rozsądku, przecięłabym to pośrodku tętnicy, pocieszając się widokiem zwłok największej, chociaż najbardziej gorzkiej radości, jaką miałam. A tak wciąż pozwalam Ci wierzyć, że możesz jeszcze coś znaczyć, że jesteś moim światełkiem w tunelu. To nie Ty, to moja potrzeba bycia martwą, moja potrzeba bycia bohaterką tragiczną.

Lubię raz na jakiś czas poznać kogoś, kto niewiele robiąc wnosi wszystko do mojego życia i zmienia je diametralnie. Podobno musimy żyć tą chwilą. Chyba zaczynam Ci wierzyć.
 

 
Herbata wystygła. Rozbolała mnie głowa, kilka papierosów obróciło się w popiół, jak drobne, stare miłostki. Szybko i w otoczce szarej, wolnej chmary dymu. Jestem taka zimna. Tak zimna, że gdyby nie mimowolne drganie moich dłoni posądzałabym się o zanik funkcji życiowych. Ale jestem. Podobno. Zdrętwiała, gnijąca w puszce chaosu. Oh, moja miła Pandoro, cóż najlepszego uczyniłaś?
 

 
Kawa. Trochę poranka, trochę tęsknoty do słońca, kiedy mam go pod dostatkiem. Trzecia rano, insomnia, trująca, gorzka, cierpka i bez krzty nadziei. Nie zasypiam, nie budzę się rano. Od miesiąca nie miałam w dłoniach mojego notatnika, od miesiąca żadna liryczna spowiedź nie oczyściła mojej duszy, jak mogę się dziwić, że jestem cieniem? Patrzę wypalonymi oczyma, dotykam wyszczerbioną filiżanką, pachnę zgniłymi kwiatami, smakuję jak zeszłoroczne jagody, które zostawiłam na pastwę losu, na strychu, zmarły, nim wróciła mi o nich pamięć. Kolejne ziarno zniszczenia zasiane, jaką jestem perfekcjonistką w destrukcji! Jak bardzo muszę mieć to w sobie, jak mocno to jest wpisane w moją naturę.
Papieros. Pieprzona zapalniczka gra ze mną w chowanego. Chwytam ją w zasięg wzroku, z impetem, małą złością, jak gdyby to była jej wina, że za każdym razem odkładam ją w inne miejsce. Drażni mnie wszystko wokół. Złoszczę się na swoje nieudolności, choć przed światem skrzętnie to ukrywam, obarczając go winą za wszystkie moje pomyłki. Co mam jeszcze zrobić? Jaką górę muszę przenieść, żeby naprawdę poczuć się, jak wtedy? Cztery miesiące bez słów to dużo. O cztery za dużo, wiesz.
 

 
...
 

 
zwróciłam całą moją wrażliwość, stałam się górą lodową w samym sercu twojego oceanu
 

 
die die my darling <3
Włosy skrócone, oby się zregenerowały choć minimalnie.
 

 
Moje małe śliczności- Aluś *.*
 

 
mam ochotę na krótsze włosy
 

 
- YOU LOOK LIKE HELL

- YEAH, I JUST GOT BACK
 

 
Wiosna to już nie pora zieleni,
to zawsze mniej mnie o pół.
 

 
Klik, klik.
Pistolet pełny nabojów.
Buch.
Wypełnione płuca dymem.
Strzał jeden.
W niebo.
Buch drugi.
Strzał.
Między oczy chłopczyka.
Wyrzucany papieros.
Panika.
Ucieczka.
Śmiech.
Trzeci strzał.
W głowę kobiety.
Szukanie celu.
Strzał czwarty.
Mężczyzna.
Dźwięk policji.
Samochód.
Imitowany kształt broni.
W ich stronę.
Przyłożenie pistoletu do skroni.
Strzał.
Tchórz.
Wychodzę zza drzewa.
Odchodzę..
 

 
Napisałam wiersz, to jedna z niewielu przyczyn, dla których czasem pozwalam zabawić czerni we mnie na trochę dłużej. Nie kwitną we mnie pustki na marne. Łykam moje słowa, popijam je nie zawsze słodkimi afrodyzjakami, bywam inspiracją sama dla siebie. Patrzę na miłość uchodzącą spod moich palców i przypisuję jej boskie zdolności. Tak trudno ją w końcu zniszczyć. Tak trudno kochać za dwoje.



Widzę Cię w każdej twarzy, to sprawia, że uwielbiam wszystkich ludzi, jestem miła, uśmiecham się, dopóki nie zostaję sam na sam ze sobą i słodkim koszmarem wspomnień. Ludzie przychodzą, czasem pozwalam im pobyć ze mną dłużej, ale jest pewna granica, wiesz. Nikt nie miał mnie tak mocno, jak Ty, tak głęboko, jak Ty, tak bez reszty, jak Ty.
 

 
Czuję się samotna, samotna sama ze sobą, a to najgorsza z możliwych samotności. Odnoszę chłodne wrażenie, że usycham w swoim jestestwie, drwią ze mnie światła i kolory w mojej głowie. Przechodzę obok luster, staram się w nie nie patrzeć, ale kiedy jednak jakimś cudem ocieram się o swój wzrok, mogę poczuć atomy pustek rozbijające się o moje oczy, potem usta, resztę tego trupiejącego ciała. Boję się. Nie jestem dobra dla Nich, jak mogę więc być i dla siebie? Myślałam, że potrzeba mi zwolnić. Teraz nie jestem pewna, czy nie zwolniłam tak bardzo, że nigdy już nie będę potrafiła ruszyć. Nic o Tobie, mój drogi. To we mnie budzą się najczarniejsze noce, rosną wysokie drzewa, tak bardzo zgubię Cię w lesie, który wkrótce opanuje każde ziarno ziemi we mnie.
 

 
Dźgnij mnie nożem. Nie pozwól mi żyć w tym fałszywym świecie. Pozwól na wylanie się krwi z mojego ciała. Wyrwij serce bym była taka jak inni - martwa, bez uczuć. Pozostawmy to na niemych słowach.
 

 
Oso­ba, która po­jawia się w naj­mniej ocze­kiwa­nym mo­men­cie i od­wra­ca Ci całe życie do góry no­gami, co jak­by nie pat­rzeć cie­szy. Ta sa­ma oso­ba w równie nieo­cze­kiwa­nym mo­men­cie pos­ta­nawia zniknąć i zos­ta­wia po so­bie wielką pus­tkę, wrażenie jak­by coś w nas umarło, COŚ bez cze­go nie pot­ra­fimy nor­malnie funkcjonować.
 

 
ok, mam się cudownie, cześć!
  • awatar Hiacynta Paulina: @imjenifer: Już wróciłam. Ostatnio działo się w okół mnie wiele złego... Nie ważne, już dobrze.
  • awatar imjenifer: gdzie ty jesteś ;ccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccc?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
So, so you think you can tell
Heaven from Hell,
Blue skys from pain.
Can you tell a green field
From a cold steel rail?
A smile from a veil?
Do you think you can tell?

And did they get you to trade
Your heros for ghosts?
Hot ashes for trees?
Hot air for a cool breeze?
Cold comfort for change?
And did you exchange
A walk on part in the war
For a lead role in a cage?

How I wish, how I wish you were here.
We're just two lost souls
Swimming in a fish bowl,
Year after year,
Running over the same old ground.
What have we found?
The same old fears.
Wish you were here.

♥♥♥♥
 

 
Kiedy słońca nie ma na niebie, to jest w drugim człowieku.
_______________________________________________________
Przychodzą do mnie małe natchnienia, budzą mnie w nocy i każdą wystukać kilka miłych słów w wiadomości. Budzę się każdego ranka z małą motywacją. Czuję się dobrze, czuję się sobą. Kilka chwil, krótka urwana rozmowa, pierwsze zdanie trzymanej w ręce książki. Zmieniam coś. Wiem, że mam w sobie siłę, wiarę i uśmiech każdego poranka. Inspiracja jest wszędzie, ostatnio znalazłam ją w kilku zapomnianych zdjęciach, urwany skrawek listu. Organizacja czasu w punktach. Tymczasem powitał nas już marzec. Będzie miesiącem zdrowia i kobiecości. Dla siebie, dla lepszego samopoczucia.
 

 
Tak mi smutno boże. Och, przecież boga nie ma. Czyli możemy liczyć tylko na siebie samych. To jeszcze gorzej. O boże... Nie mam odwagi podejść i powiedzieć sobie 'podnieś głowę do góry i tak krocz przez życie' Do cholery, tak się nie da. Tyle razy próbowałam i jedynie co udało mi się osiągnąć to spierdalanie gdzie pieprz rośnie i to w drugą stronę, niż trzeba było.
Podobno strach jest zgubny. Bojąc się czegoś, możemy być pewni, że to się stanie. Lepiej nie bać się - wtedy jest cień szansy, że wszystko pójdzie po naszej myśli. Cholera. Naprawdę bardzo łatwo mówić. Węże nie ukąszą, chyba że będą wyczuwały od człowieka strach. Serio? Czyli życie atakuje nas, bo czuje strach, który aż wylewa się z każdego otworu z naszego ciała(?) Ale, ale... Napady lęku i paniki także się wliczają. Przecież my sami pchamy się w stan pełnej psychozy... Proszę Pani, czy Pani mnie widzi? Proszę Pani, czy pani mnie słyszy? Proszę Pani, proszę się do mnie odwrócić - proszę stanąć ze mną twarzą w twarz. Nie? To aż takie trudne? Wstyd nie pozwala Pani podnieść wzroku znad własnych emocji? Jakże mi przykro... och, jakże mi przykro, jakże mi źle... Dlaczego, dlaczego, dlaczego??? O, popatrz, ptaszek. Popatrz, jak on siedzi. Popatrz jak on ćwierka, jak gdyby chciał nas ostrzec. No, popatrz, jak on się wydziera. Drze swego dzioba, jakby mówił uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj... Ale ja stroje. Dlaczego ja stoję? Nie mogę się ruszyć... coś przykleiło moje stopy do podłogi. Boże, to tak boli... Odrywam stopy na siłę, wszędzie pełno krwi... Jeden krok, a potem drugi. Odwracam się. Widzę moja skórę z mięsem przylepioną w dalszym ciągu do tego samego miejsca. Moje stopy... Boże, moje stopy... Jak ja się teraz ruszę? Każdy kok jest wprost niewykonalny. Stoję, ale to tylko dlatego, że jeszcze to do mnie nie dotarło. Nie czuje bólu... Zaraz dojdzie, jeszcze moment, jeszcze chwila... Boże... Jak ja mam teraz kroczyć przez życie? Chryste... co ja teraz pocznę? Proszę... Błagam... Niech mi ktoś pomoże. Tu jestem! Krzyczę, krzyczę, krzyczę... Pomocy! Drę się w niebo głosy, ale nikt nie przychodzi... Ja wciąż tu jestem...- mówię cichutko. Ja wciąż czekam...

Ktoś perfidnie zastrzelił moje wnętrzności. Wpakował kulkę w mój żołądek, nerki, jelita, w pęcherzyk żółciowy, serce... We wszystko to, co jest w tym cholernym brzuchu. Kwilę... Wydaję z siebie takie dźwięki, jakich normalny człowiek nie potrafi zrobić. Smutne... Takie smutne sobie życie mam, tralalalalaaaaaaaa.
Współczuje. Sobie. Nie tobie ty perfidny, gówniany człowieku... amen.


I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing.I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing.
Ale cóż.



Iluzja.
 

 
Nie zaw­sze chciała i pot­ra­fiła na­zywać uczu­cia po imieniu, al­bo opo­wiadać o swych lękach, przeżyciach... Może podświado­mie bała się, że wychodząc z jej ust, spod palców na­biorą real­nych kształtów? Ludzie odejdą, po­zos­ta­wiając ją z ni­mi samą. Nie próbo­wała ożywiać te­go, co mroczne. Jej lęki miały swo­je miej­sce - ułożone za szybą wyob­raźni, w niereal­nym świecie wielu kro­pek i niedo­powie­dzianych słów.
 

 
Smucą mnie moje sny. Są idealne jak słoneczny dzień, który spędzasz wylegując się nad wodą, trzymając drinka w ręku i słysząc w tle wrzaski rozochoconych dzieci. Przyznaję, że ciężko mi je oddzielić od rzeczywistości. Niektóre głosy, niektóre spojrzenia i dotknięcia są tak prawdziwe. Takie, jak je zapamiętałam. I to doprawdy cudowne, jak pierwsze słońce po długiej, mroźnej zimie - dopóki nie otworzę oczu.
 

 
Uśmiechnij się. Uśmiechnij się naturalnie. Nawet jeśli nie masz ku temu powodów, uśmiechnij się. Uśmiech leczy wszystkie rany. Uśmiechnij się.
_________________________________________________
Miało być kreatywnie. Miało być tysiąc myśli zamkniętych w tysiącach pojedynczych słów. Miało być, a będzie zwyczajnie. Najzwyczajniej w świecie, o wszystkim i o niczym. Zamknięte powieki, pod nimi jego obraz. Uśmiech przez sen. Godzina piąta rano, dźwięki Highway to hell jako budzik. Piętnaście minut porannych ćwiczeń, chłodna woda dla rozbudzenia. Delikatna muzyka dobiegająca z głośników, świst gwizdka gotującej się wody. Poranna herbata z cynamonem.
 

 
Nie czekaj na jutro. Jutra nie będzie. Wszystko zatrzymało się tamtego dnia. Wszystko zostało zamknięte z tymi paskudnymi słowami. Jestem tak zmęczona tęsknotą, że chwilami tracę poczucie realności. Wariuję, czuję pod powiekami zbliżającą się histerię. Czuję jak ból blokuje mi gardło, nie pozwala krzyczeć. Chciałabym krzyczeć tak bardzo. Chciałabym, żebyś wszystko słyszał, żebyś mógł poczuć jak igły bezradności wbijają się w Twoje ciało. Dlaczego mi to zrobiłeś? Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Dlaczego nie złapałeś mnie za rękę, kiedy mówiłam Ci, że muszę odejść? Dlaczego o mnie nie walczyłeś? Dlaczego? Prosiłam Cię, tak naprawdę Cię prosiłam, ukrywałam swoje prośby w innych słowach, w tonie, w milczeniu. Kiedy milczałam, prosiłam Cię, żebyś był. Kiedy nie wiedziałam co mam Ci powiedzieć, kiedy urywałam w pół zdania - prosiłam Cię. Błagam, nie chciałam, żebyś mi to wszystko odbierał. Pamiętam jak mówiłam Ci, że słowa potrafią zabijać. Pamiętam, jak przepraszałeś. Pamiętam, dokładnie pamiętam jak brzmi serce, które pęka tak gwałtownie.Nie miałeś skrupułów, kiedy mówiłeś mi te ciężkie słowa i wymagałeś ode mnie powrotu do tego co było. Powrotu do normalności. Co według Ciebie w tamtym momencie było normalne? Oboje wiemy, że nic. Oboje wiemy, że ciężko Nam było udawać, że jest inaczej. Przecież nie było. Nic, nic kurwa nie było normalne.
Nie, nie myśl, że mam do Ciebie żal. Do wszystkiego co się stało miałeś prawo. Pełne prawo. Miałeś też prawo do mnie. Miałeś prawo wyboru. Wybrałeś samotność. A może i nie. Wybrałeś życie beze mnie. Wybacz mi, proszę, wybacz, że nie potrafiłam funkcjonować w Twoim życiu jako ktoś bezbarwny. Chciałam być z Tobą, przy Tobie, dla Ciebie. Co mi po tym, że mogłam Cię mieć, mieć jak każdego. Jako kolegę, jako znajomego, jako kogoś, kto pytałby co u mnie, mimo tego, że doskonale by wiedział, co się dzieje. Ty też długo nie potrafiłbyś tak udawać. Może to lepiej. Lepiej, że tak się stało. To już kolejny dzień bez Ciebie. Kolejny pusty dzień bez Ciebie. Kolejny dzień, kiedy toczę walkę z myślami i dobrze wiem, że przegrywam. Powiedz mi, dlaczego nie mogłam być kimś, kogo chciałeś kochać? Dlaczego nie mogłam być kimś, kto mógłby kochać Ciebie? Kochać, kochać tak oficjalnie. Żeby wiedział o tym cały świat. Kocham Cię w sobie, kocham Cię do utraty tchu, kocham Cię aż tak bardzo, że nie umiem już wmówić sobie, że to co do Ciebie czuje minie. Obłęd. Paranoja. Boże, jak to boli.


P.S, mój (nie)anonimowy rozmówco
Wiem, że tu będziesz i wiem, że będziesz to czytał. Dziękuję za wszystkie słowa, jakie dzisiaj od Ciebie dostałam. Dziękuję, że przez chwilę mogłam poczuć się jak diament w tym całym brudnym świecie. Dziękuję, że istnieją jeszcze ludzie, którzy potrafią tak dobrać słowa, żeby człowiek poczuł się coś warty. Dziękuję.
 

 
Jakie pożegnania lubisz najbardziej? Ciche, bezszelestne, z jednym spojrzeniem, muśnięciem ręki, może nawet nieznacznym uśmiechem, kruchą łzą, czy jednak te napiętnowane emocjami, wszystkimi, głośnym śmiechem, krzykiem, szturchnięciem, szarpnięciem, trzaskaniem drzwi? Niech to kończy się, bym sama mogła się zacząć. By odsłonić zasłony i wpuścić światło. By świeże powietrze wypełniło tę pustą pierś, dobre jak chleb.


Całe szczęście, że ruszyłam się wczoraj z domu. Nie miałam siły, ochoty, wszystko we mnie krzyczało stanowcze - NIE, ale zebrałam się i pokusiłam o pub, a potem małą domówkę u Meli i Radka. O ile średnio pamiętam powrót do domu, tak doskonale zapisane w pamięci mam uszkodzenie swojej twarzy, spowodowane upadkiem w twardy lód, który pomyliłam z mięciutkim śniegiem. Morda zdarta, siniaki tajniaki, czyli mam, ale nie wiem jak to się stało - również są, impreza całkowicie udana i całkowicie ożywcza! Czas leci mi w tym Sztokholmie bardzo szybko, a za niecały miesiąc zobaczę moje Potworki i to też pozytywnie mnie nastraja. Tęsknię!
 

 
Wypłakałabym całą tę miłość. Każdy jej gorzki skrawek, zlizałabym krew z białych, koronkowych falbanek, Ciebie częstując wiecznością bólu w moich oczach. Przypuszczam, że zwariowałabym. Tylko kot, niczego nie świadomy czułby się bezpieczny w mojej obecności. Sądzę, że przesadzałabym martwe kwiaty, cztery raz dziennie, katując je brakiem światła w piwnicy. Pisałabym listy długości mojego warkocza, zostawiała na nich swój zapach, jak niegdyś serce pod Twoim domem. I dalej niosłoby mnie to szaleństwo, czasem rozkosznie poprzez błękitne nieba, kiedy wracasz i zawsze w zimnej ziemi, między milionem różnego robactwa, które ukochało moje ciało, które piło moją duszę.
To już nie ja, odeszłam. Nadzieję mam nie patrzeć wstecz. Nadzieję mam wrócić życie kwiatom, pozwolić im od nowa poznać światło.
 

 
Tamta noc była taka, jak każda poprzednia. Pusta, samotna, cicha. Przypadek. Chwila. Jesteś. Wypełniłeś pustkę, który nosiłam w sercu. Zabrałeś żal, który miałam do całego świata o to, że jestem sama. Niczyja. Bezpańska. Dałeś mi poczuć, że coś znaczę. Że moja obecność w czyimś życiu może być ważna. Cieszę się, że jesteś, wiesz? Nikt nie martwił się o mnie tak jak Ty. Nikt nie chciał dla mnie najlepiej. Powoli zaczynam wierzyć, że jesteś moją nagrodą za wszystkie wylane do tej pory łzy. Proszę, kochanie, proszę, nie daj mi się zawieść. Przelałam na Ciebie całą moją nadzieję. Całą nadzieję, słyszysz? Co pozostaje człowiekowi, kiedy już nic nie ma, oprócz nadziei? Tylko ona. Dałam Ci wszystko co mi pozostało. Dałam Ci moją nadzieję i siebie. Przyjmij nas. Przyjmij nas do siebie. Tak mocno wierzę w to, że to wszystko ma jakieś znaczenie. Że jest ważne. Istotne. Że ma szansę, żeby być. ISTNIEJESZ. Jesteś przy mnie, w każdej chwili. Moje myśli nie potrafią zbiec na inny tor. Bez słów od Ciebie, czuję się jak na odwyku. Pierwsze godziny są najgorsze. Jednak oboje nie mamy w sobie za grosz pokory. Dlatego wystawiamy się na próby. Dlatego bez przerwy rywalizujemy. Bez reguł. W miłości i na wojnie ich nie ma. Nie ma żadnych zasad. Myślisz, że to dla nas dobre? Jeżeli powiesz mi, że wyjdzie nam to na zdrowie, zrobię wszystko. Wytrzymam bez Ciebie. Mimo tego, że tęsknota chwilami jest nie do zniesienia. Tak strasznie Cię pragnę. Powiedz mi, co jest za to odpowiedzialne? Jaka Twoja cecha przyciąga mnie aż tak bardzo? Jesteś moim prywatnym ideałem. Bóstwem. Chcę w Ciebie wierzyć. Chcę Cię wyznawać. Stąpamy po cienkiej granicy, skarbie. Po kruchym lodzie w ciepły, zimowy dzień. Jeżeli wpadniemy do wody, będziemy musieli tonąć. Tonąć w sobie. Bądź moją wodą, która będzie chciała za wszelką cenę wypełnić moje płuca. Bądź wodą, która będzie chciała mnie zabić. Zabij mnie. Zabij i pochowaj w sobie. Chcę spoczywać w Twoim sercu.
 

 
Odnajdź mnie tutaj, mów do mnie,
Chcę czuć, że jesteś, pragnę Cię usłyszeć.
Jesteś światłem, które mnie prowadzi do miejsca,
Gdzie znajdę znów ukojenie.
Jesteś siłą, która sprawia że wciąż idę.
Jesteś nadzieją, która sprawia, że wciąż ufam.
Jesteś życiem dla mojej duszy.
Jesteś moim celem.
Jesteś wszystkim..

Więc jak mógłbym stać obok Ciebie
I nie być poruszonym?
Powiedz mi, czy istnieje coś lepszego niż to..

Uciszasz burze i dajesz mi wytchnienie,
Trzymasz mnie w swoich dłoniach,
Nie pozwolisz mi upaść..
Kradniesz moje serce i zapierasz mi dech w piersiach,
Czy pociągniesz mnie teraz za sobą głębiej?

Więc jak mógłbym stać obok Ciebie,
I nie być poruszonym?
Powiedz mi, czy istnieje coś lepszego niż to..

Więc jak mógłbym stać obok Ciebie
I nie być poruszonym?
Powiedz mi, czy istnieje coś lepszego niż to..

Ponieważ jesteś wszystkim, czego pragnę,
Wszystkim, czego potrzebuję,
Jesteś wszystkim, wszystkim,
Jesteś wszystkim, czego pragnę,
Wszystkim, czego potrzebuję,
Jesteś wszystkim, wszystkim,
Jesteś wszystkim, czego pragnę,
Wszystkim, czego potrzebuję,
Jesteś wszystkim, wszystkim,
Jesteś wszystkim, czego pragnę,
Wszystkim, czego potrzebuję,
Jesteś wszystkim, wszystkim.

Więc jak mógłbym stać obok Ciebie,
I nie być poruszonym?
Powiedz mi, czy istnieje coś lepszego niż to..

Więc jak mógłbym stać obok Ciebie,
I nie być poruszonym?
Powiedz mi, czy istnieje coś lepszego niż to..

Powiedz mi, czy istnieje coś lepszego niż to..
 

 

i want to sleep, watching you leave

everything is fine,
you're always mine